Włochy 2003 cz. 1 – przyjazd (PL)

(Click here to see English version of this text.)

(Pozostałe części relacji z Włoch: druga, trzecia, czwarta, piąta.)

Dwutygodniowy wyjazd do Bellarii miał miejsce w lipcu 2003 r. Był to mój drugi wyjazd zagraniczny i pierwsza wizyta we Włoszech i w San Marino (w przypadku San Marino – jak dotąd jedyna). Był to również drugi i jak dotąd ostatni dłuższy wyjazd zagraniczny obywający się bez użycia transportu lotniczego, a wyłącznie samochodowego. W czasie tego wyjazdu miałem po raz pierwszy okazję płacić w euro – waluta ta była wówczas w użyciu dopiero od kilku miesięcy. Był to również pierwszy wyjazd, podczas którego dysponowaliśmy cyfrowym aparatem fotograficznym, i to właśnie dlatego ta relacja ukazuje się w pierwszej kolejności.

Pierwszy dzień wyjazdu zajęła ponad 600-kilometrowa droga do miejsca jedynego noclegu po drodze – Mikulova w Czechach przy granicy z Austrią (i Unią Europejską, której ani Polska, ani Czechy nie były jeszcze członkami). Następnego dnia przejechaliśmy przez szereg znanych miast, lecz żadnego z nich nie zwiedzaliśmy, czego z perspektywy czasu żałuję – choć z drugiej strony w przeciwnym razie na pewno nie udałoby się nam w ciągu jednego dnia pokonać około 900 km z Mikulova do Bellarii. Wcześnie rano wjechaliśmy do Austrii i przejechaliśmy przez Wiedeń, a następnie Klagenfurt. Później ujrzeliśmy malownicze Alpy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Źródło: własne. Zdjęcie na licencji CC BY-NC-SA 4.0.

Przed przekroczeniem granicy z Włochami, zatrzymaliśmy się na krótko w Arnoldstein, nieopodal trójstyku Austrii, Włoch i Słowenii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Źródło: własne. Zdjęcie na licencji CC BY-NC-SA 4.0.

Przez pewien czas dalsza droga wiodła przez Alpy Karnickie, w tym przez wiele tuneli. W końcu opuściliśmy góry i przez Padwę dotarliśmy do płaskich jak stół i spalonych lipcowym słońcem równin nad rzeką Pad. Przekroczyliśmy rzekę i jednocześnie granicę między regionami Wenecja Euganejska i Emilia-Romania. Następnie przecięliśmy lub minęliśmy Ferrarę, Bolonię, Imolę i Forli, w XV wieku siedzibę Katarzyny Sforzy zwanej Tygrysicą z Forli, której burzliwe losy oglądałem parę lat później w serialu ,,Rodzina Borgiów”. Z tych okolic pochodził też Benito Mussolini. Pod wieczór, za Ceseną i Santarcangelo di Romagna (gdzie toczy się część książki ,,Korzenie niebios” Tullio Avoledo, którą również poznałem ładnych parę lat po tym wyjeździe), dotarliśmy wreszcie do Bellarii-Igei Mariny nad Morzem Adriatyckim. Bellaria i Igea Marina to nazwy dwóch dzielnic, położonych po obu stronach kanału.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Źródło: własne. Zdjęcie na licencji CC BY-NC-SA 4.0.

W Bellarii spędziliśmy kolejne dwa tygodnie, w dużej mierze na plażowaniu. Przeczytałem wówczas ,,Silmarillion” J.R.R. Tolkiena, a dzieło to bardzo przemawiało do mojej wyobraźni. Bellaria-Igea Marina to typowy śródziemnomorski kurort – dużo hoteli i tłumy turystów do późnych godzin wieczornych spacerujących po deptakach i ucztujących w licznych restauracjach. W jednej z nich po raz pierwszy miałem okazję spróbować calzone. Rano często budziły nas syreny wychodzących w morze statków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Źródło: własne. Zdjęcie na licencji CC BY-NC-SA 4.0.

Ponadto odbyliśmy kilka wycieczek po regionie. Z perspektywy czasu te ostatnie wspominam najlepiej i to na nich skupię się w dalszej części tej relacji.

7 thoughts on “Włochy 2003 cz. 1 – przyjazd (PL)

  1. Zacznijmy od początku. Po pierwsze drażni mnie te nadmierne dla mnie użycia słowa był w pierwszej partii tekstu. Rozumiem licencja poetica i pewien zabieg stylistyczny. Ale to tylko moja preferencja i kwestia osobistego gustu i ja powtórzeń nie lubię, chyba że narzucają pewien rytm i schemat, zwłaszcza w poezji. Tutaj to wygląda trochę tak jakby autorowi zabrakło słów, a na pewno to nie jest ten przypadek.

    Idąc dalej przeszkadza mi jednak ilość tych dygresji, didaskaliów odnośnie tego co czytałeś, czy też jadłeś. Ja osobiście bym to wszystko zebrał w jakichś odnośnikach na końcu tekstu, albo w post scriptum, albo gwiazdkami jak u Terrego Pratchetta. Tak czy siak zastosować jakąś metodę aby to wszystko nie znalazło się w głównym tekście, bo wprowadza to niepotrzebny chaos i nie wiadomo wtedy o czym autor chce tak naprawdę pisać. O swoich osobistych przeżyciach, o kuchni czy o czym. Można to wszystko zawrzeć ale jak mówię, w części “dla zainteresowanych”. Ogólnie w późniejszych notkach widzę skupienie na rysie podróżniczo – historycznym i opisie każdej lokacji. I ta forma zdecydowanie in plus.

    Tutaj bym osobiście wprowadził sporo poprawek jeszcze.

    Like

    1. Dziękuję za komentarz.

      Co do pierwszego punktu – w rzeczy samej był to zabieg stylistyczny. Nie mam jednak zamiaru stosować go jakoś bardzo często.

      Co do drugiego punktu – niestety, sam nie miałem do końca pomysłu na to wprowadzenie. Z jednej strony, podczas drogi do Bellarii i przez większość pobytu w niej niczego konkretnego nie zwiedzaliśmy (opisane w kolejnych postach wycieczki do San Leo, San Marino i Rawenny były tutaj wyjątkami!), więc siłą rzeczy nie dało się tu pisać o historii i sztuce. Z drugiej strony, chciałem nadać tej relacji odrobinę osobistego charakteru a nie koncentrować się wyłącznie na opisie zabytków. Moim zdaniem akurat ten tekst jest zbyt krótki, by był sens wydzielać tu osobne części. Niemniej jednak dziękuję za ten pomysł – jeśli w kolejnych tekstach będę chciał zawrzeć jakieś bardziej osobiste wątki, oddzielę je od części „opisowej”, by się z nią nie „gryzły”.

      Czekam na Twoje opinie na temat pozostałych tekstów 🙂

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s