Przeczytane w lutym 2019 (PL)

(English version)

W lutym 2019 roku przeczytałem 6 książek, z czego 4 mnie zachwyciły:

Włam się do mózgu. Radosław Kotarski

Radosław Kotarski to twórca edukacyjnego kanału Polimaty (szczególnie polecam odcinek o metodach przesłuchań).

Przed napisaniem „Włam się do mózgu”, Kotarski przeczytał liczne artykuły i książki naukowe na temat metod uczenia się, które następnie przetestował na własnej skórze. Wnioski z tego niezwykłego eksperymentu zawarł w tej wciągającej książce. Przedstawia w niej 13 metod uczenia się o tak wdzięcznych nazwach jak metoda mistrza boksu czy metoda pałacu pamięci. Z pewną satysfakcją odkryłem, że wypracowany przeze mnie (w bólach) styl uczenia się uwzględnia niektóre z tych metod. Gdybym mógł przeczytać tę książkę w dzieciństwie albo chociaż na początku studiów, moje życie byłoby znacznie łatwiejsze.

Książka jest napisana bardzo lekkim stylem, niemniej zawiera 16-stronową bibliografię (oddzielnie dla każdego z rozdziałów).

Gorąco polecam, mimo że pierwsze 4 rozdziały są moim zdaniem stanowczo zbyt długim wstępem.

Jest to jedyna w I kwartale 2019 roku książka, którą przeczytałem w wersji papierowej. Nie z wyboru – e-book po prostu nie jest dostępny (niestety). Z tego powodu nie zamieszczę tu żadnego cytatu.

Moja ocena: 9/10

Zadra (Świat Etheru #1). Krzysztof Piskorski

„Zadra” to powieść osadzona w alternatywnej rzeczywistości, w której na początku XIX wieku ludzie nauczyli się wykorzystywać tajemniczą energię etheru. Skutki tego odkrycia są znaczące: w 1819 roku używa się takich urządzeń jak etherowe kolejki i kulomioty (o skuteczności porównywalnej z karabinami maszynowymi czy wręcz railgunami). I Cesarstwo Francuskie (podobnie jak Księstwo Warszawskie) po zwycięstwie w bitwie pod Lipskiem (historycznie jego największej klęsce) rozkwita, a jego władca, Napoleon Bonaparte, wysyła swoje wojska przez etherowe bramy na podbój światów równoległych. Wśród żołnierzy znajduje się polski oficer Stanisław Tyc, a tymczasem brat jego narzeczonej, Maurice Dalmont, dokonuje niepokojącego odkrycia…

W książce przeplatają się wątki wojenne, obyczajowe i śledztwo. Bohaterowie, choć nieco jednowymiarowi, budzą sympatię. Choć epoka napoleońska nigdy nie fascynowała mnie tak jak niektóre inne okresy historyczne, jej alternatywna wizja wciągnęła mnie bez reszty.

Jako próbkę stylu „wojennego” zaprezentuję fragment, w którym Stanisława dopadają koszmarne wspomnienia przeprawy przez Berezynę:

Plik:Julian Falat Übergang der Französischen Armee über die Bresina.JPG
Berezyna“, obraz Juliana Fałata. Domena publiczna

Na tym moście w obliczu śmierci ukazują się prawdziwe ludzkie charaktery. Gdzieś na początku mężczyźni w wozie spychają do rzeki piechurów. Sieką biczem, walą kolbami karabinów. Wiozą złoto z Moskwy: wielkie krzyże, mszalne puchary, zdarte z ikon okucia. Bronią tego skarbu z obłędnym zapamiętaniem, nie wiedząc nawet, że ledwie kilkadziesiąt kroków dalej most jest tak podziurawiony kulami, że wóz i tak nie przejedzie. (…)  Coś w duszy mówi Tycowi, że jeśli wejdzie w to piekło, w tę chłostaną kulami, spanikowaną, stłoczoną ciżbę, to szybko opuszczą go resztki człowieczeństwa. Zamieni się w zwierzę, które zrobi wszystko, by przeżyć. Które nie dba już o swoich ludzi ani o nikogo innego. I dlatego Tyc wie, że nawet jeśli wyjdzie z przeprawy cało, to po drugiej stronie rzeki będzie już innym człowiekiem.

A potem sytuację dodatkowo komplikuje magia… Jaka? To już musicie przeczytać sami.

W 2009 roku powieść zdobyła Złote Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego.

Moja ocena: 9/10

Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą. Hans Rosling

Hans Rosling był profesorem zdrowia publicznego w szwedzkim Instytucie Karolinska i współzałożycielem Fundacji Gapminder, która promuje zrównoważony globalny rozwój poprzez zwiększone wykorzystanie i zrozumienie statystyk i innych informacji o rozwoju społecznym, gospodarczym i środowiskowym. Poprzednie zdanie może nie zabrzmiało szczególnie porywająco, ale „Factfulness” to naprawdę ciekawa książka!

Czy Twoim zdaniem śledzenie mediów to dobry sposób, by mieć rzetelny obraz świata? Oto, co Rosling ma do powiedzenia na ten temat:

Oto kilka nagłówków gazetowych, których nie dopuści redaktor naczelny, ponieważ nie przykują ona prawdopodobnie uwagi czytelników: „LICZBA PRZYPADKÓW MALARII NADAL MALEJE”. „SPRAWDZIŁY SIĘ WCZORAJSZE PRZEWIDYWANIA METEOROLOGÓW O PIĘKNEJ POGODZIE W LONDYNIE”. Oto kilka tematów, które z łatwością pokonają nasz filtr uwagi: trzęsienia ziemi, wojna, uchodźcy, choroby, pożary, powodzie, ataki rekinów czy ataki terrorystyczne. Te niecodzienne wydarzenia są dużo chętniej publikowane niż codzienne doniesienia i to one zdominowały media, jednocześnie tworząc konkretne obrazy w naszych umysłach. Jeśli nie będziemy mieć się na baczności, zaczniemy uważać, że to, co niezwykłe, jest zwyczajne, że tak właśnie wygląda świat. (…) Nie możemy pozwolić, by strach wyznaczał nam priorytety, ponieważ – dzięki skutecznej współpracy międzynarodowej – to, czego najbardziej się obawiamy, często powoduje najmniejsze szkody. W 2015 roku przez ponad tydzień świat oglądał obrazy z Nepalu, gdzie życie straciło 9000 ludzi. W tym samym czasie biegunka spowodowana piciem skażonej wody doprowadziła do śmierci takiej samej liczby dzieci na całym świecie. Gdy dzieci te mdlały w objęciach zapłakanych rodziców, w pobliżu nie było kamer. Nowoczesne helikoptery nie przyleciały na ratunek. Zresztą śmigłowce nie stanowią skutecznej broni przeciwko temu zabójcy dzieci (jednemu z najskuteczniejszych na świecie). Wszystko, czego potrzeba, aby uchronić dziecko przed wypiciem wody z dodatkiem jeszcze ciepłego moczu sąsiada, to kilka plastikowych rurek, pompa do wody, trochę mydła oraz prosty system kanalizacyjny. To dużo tańsze rozwiązanie niż helikopter.

Czy ta książka jest pełna nudnych statystyk? Cóż, trochę ich tu jest, ale nie nazwałbym nudnymi danych takich jak te:

W 1972, rok po odzyskaniu przez Bangladesz niepodległości, kobiety żyjące w tym kraju rodziły średnio siedmioro dzieci, a przeciętna długość życia wynosiła 52 lata. Dzisiaj średnia liczba dzieci przypadająca na kobietę w Bangladeszu to dwoje, a noworodek może oczekiwać, że dożyje 73 lat. (…) W Egipcie w 1960 roku 30% dzieci umierało przed osiągnięciem piątego roku życia. Delta Nilu była dla dzieci strasznym miejscem, ponieważ cierpiały one z powodu wielu niebezpiecznych chorób i niedożywienia. Wydarzył się jednak cud. Egipcjanie wybudowali tamę ausańską, doprowadzili elektryczność do domów, zorganizowali podstawową opiekę medyczną, wyeliminowali malarię i uzdatnili wodę pitną. Dzisiaj wskaźnik śmiertelności egipskich dzieci wynosi 2,3% i jest niższy niż we Francji czy Wielkiej Brytanii w 1960 roku.

By przekonać się, w jakim stopniu nasza wiedza o świecie bazuje na stereotypach, wystarczy rozwiązać ten quiz albo obejrzeć wystąpienie autora na TED Talks (dostępne polskie napisy).

Wracając do Fundacji Gapminder: jednym z realizowanych projektów jest Dollar Street, czyli strona internetowa, na której możemy obejrzeć zdjęcia przedstawiające warunki życia 264 rodzin z 50 krajów świata: jak wyglądają ich sypialnie, łazienki, kuchnie, a także zwierzęta domowe. Możecie na własne oczy zobaczyć, jak się żyje mając do dyspozycji 27 dolarów na osobę dorosłą miesięcznie (rodzina Butoyi z Burundi), jak – mając 855 dolarów (rodzina Macintyre z USA), a jak  – 10 900 dolarów (rodzina Sdambulyak z Ukrainy). 

Po przeczytaniu „Factfulness” można oglądać takie zdjęcia bardziej świadomie, zwracając uwagę na pewne subtelne detale. Gorąco polecam!

Moja ocena: 9/10

Historia Polski 2.0: Polak, Rusek i Niemiec, czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom. Jan Wróbel

Jan Wróbel ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim, pracował jako nauczyciel i dziennikarz.

„Historia Polski 2.0: Polak, Rusek i Niemiec… czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom” przybliża wybrane epizody z historii Polski między 1604 r. (Dymitriady) a 1989 r. (upadek komunizmu). W założeniu robi to w humorystyczny i lekkostrawny sposób. Nawet układ graficzny książki w wielu miejscach nawiązuje do interfejsu stron internetowych czy mediów społecznościowych.

Dzięki tej książce poznałem postać Kazimierza Feliksa Badeniego, o którym autor napisał:

W sejmie w Wiedniu nasi posłowie utworzyli Koło Polskie i niemal zawsze popierali rząd. Zdarzyło się nawet, że premierem Austrii był Polak. To zapewne ostatni w dziejach taki przypadek, że Polak został premierem mocarstwa.

Książka dostarczyła mi nieco rozrywki, ale nie pamiętam z niej już prawie nic, w porównaniu do pozostałych wymienionych w tym tekście. Poza tym tylko część żartów autora odebrałem jako rzeczywiście śmieszne.

Moja ocena: 6/10

W kategorii „Historia Polski na wesoło” zdecydowanie bardziej polecam książeczkę „Historia Polski dla menedżerów”, której autorami są Andrzej Mleczko i Andrzej S. Nartowski. Jest bardziej ogólnikowa (bo przy podobnej objętości obejmuje czasy od pierwszych Piastów), za to rozbawiła mnie znacznie bardziej.

O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku. Timothy D. Snyder

Timothy David Snyder to historyk (zrobił doktorat na Uniwersytet Oksfordzkim), profesor Uniwersytetu Yale.

W eseju „O tyranii” Snyder analizuje przyczyny triumfu faszyzmu i nazizmu w latach 30. XX wieku i formułuje 20 zaleceń dla każdego z nas, mających na celu uchronienie nas przed powtórzeniem tragicznej historii totalitaryzmu. „O tyranii” jest zarówno o historii, jak i najnowszych trendach politycznych w wielu krajach.

Dla przykładu, w lekcji nr 5 („Pamiętaj o etyce zawodowej”), autor mówi:

Niemieccy (i inni) lekarze brali udział w koszmarnych eksperymentach medycznych w obozach koncentracyjnych. Biznesmeni z IG Farben i innych niemieckich firm korzystali z pracy więźniów w lagrach, Żydów w gettach oraz jeńców wojennych. Wszystko to nadzorowali i odnotowywali urzędnicy – od ministrów po sekretarki.

Gdyby prawnicy postępowali zgodnie z regułą, że egzekucji nie można wykonać bez procesu, gdyby lekarze przestrzegali zasady, że na zabieg wymagana jest zgoda pacjenta, gdyby przedsiębiorcy poparli zakaz niewolniczej pracy, a urzędnicy odmówili zajmowania się dokumentacją dotyczącą zabójstw, reżimowi nazistowskiemu byłoby znacznie trudniej popełnić zbrodnie, z którymi go kojarzymy.

Wolne zawody mogą wykształcić formy dialogu etycznego, który nie jest możliwy między odosobnioną jednostką a odległym rządem. Jeżeli wykonujący te zawody myślą o sobie jako o grupach posiadających wspólne interesy i zobowiązanych do nieustannego przestrzegania pewnych norm i zasad, daje im to pewność siebie, a w pewnym zakresie także i władzę. Etyki zawodowej musimy przestrzegać właśnie wtedy, gdy słyszymy, że sytuacja jest wyjątkowa. Wówczas nie ma mowy o czymś takim, jak „tylko wykonywanie rozkazów”.

Zgadzam się z większością tez autora, natomiast spodziewałem się czegoś bardziej odkrywczego, stąd brak mój brak zachwytu. Obawiam się, że ci, którzy powinni przeczytać tę pozycję, nigdy po nią nie sięgną, a z kolei ci, którzy sięgną – nie wyniosą z niej wiele nowego.

Moja ocena: 7/10

Czterdzieści i cztery (Świat Etheru #2). Krzysztof Piskorski

Po przeczytaniu „Zadry” (i małej przerwie na trzy powyższe książki), zabrałem się za jej (luźną) kontynuację. „Czterdzieści i cztery” to powieść znacznie mroczniejsza od poprzedniczki. Główna bohaterka, Eliza Żmijewska, jest postacią znacznie ciekawszą i bardziej skomplikowaną, niż dobroduszni Tyc i Dalmont. Od polskiej Rady Emigracyjnej przyjęła misję wykonania wyroku śmierci na zdrajcy, jednak oprócz motywacji patriotycznej ma też osobistą. Nie bez znaczenia jest również jej nadprzyrodzone dziedzictwo.

Poniższy fragment, w którym Eliza szuka zaszyfrowanej informacji, nie mając żadnych wskazówek, pokazuje, że na swojej inteligencji może polegać w nawet wyższym stopniu niż na pistolecie i magicznych mocach:

Najpierw pobieżnie przejrzała gazetę. Potem przeczytała ją od deski do deski. Rejestrowała charakterystyczne niedoskonałości stylu każdego z autorów. Szukała błędów, których nie wypatrzyła korekta. Poprzesuwanych znaków. Nietypowych ciągów liter lub liczb. Charakterystycznych skaz na niektórych czcionkach. Steganografia — nauka o ukrywaniu przekazu tak, by dostrzegły go tylko odpowiednie osoby — wymagała od swoich adeptów wielkiej uwagi. Najwięcej czasu Eliza poświęciła działowi anonsów, bo tam obca redakcji osoba najłatwiej mogła umieścić swój szyfr. Wkrótce potem dokonała pierwszego odkrycia. Pomiędzy ogłoszeniami matrymonialnymi („Niemłoda wdowa poślubi obywatela brytyjskiego za rekompensatą”), ofertami współpracy („Pomysłowy szuka do spółki handlowej osoby z pokaźnym kapitałem”) oraz różnych usług („Polecam się paniom, których mężowie są w podróży — gwarancya bez wszelkich następstw”) znalazła obwiedzioną ramką reklamę kokainowych syropów przeciwbólowych dla ząbkujących niemowląt. Na obrazku zatroskana mama o bujnej urodzie trzymała na rękach pacholę, któremu podawała na język lekarstwo. Za damą znajdowała się toaletka z lustrem, w którego ozdobionej roślinnym motywem ramie Eliza spostrzegła ukryte litery. (…) Zazwyczaj Eliza zaczynała od podkreślenia wszystkich spójników i zdublowanych liter. Tu jednak sprawa była bardziej skomplikowana, bo nie znała prawdziwej długości słów. Zostały podzielone arbitralnie co pięć znaków, przez co spójniki zlały się z resztą. Zespoły podwójnych liter były w szyfrogramie dwa. Występowały często w różnych językach naturalnych. W polskim trochę rzadziej, w angielskim częściej. Było też osiem dużych liter, trzy kropki, przecinek i dwukropek. Trzy z dużych liter występowały po kropkach, więc ewidentnie stanowiły początki zdań. Tak jawna interpunkcja dawała szansę, że Eliza ma do czynienia z prostym szyfrem podstawieniowym, gdzie każdą literę alfabetu zastąpiono inną, wedle określonego wzoru. (…) Zaczęła od zaznaczania pierwszych słów każdego akapitu. Pierwszych i ostatnich słów każdej linijki. Ostatnich słów każdego akapitu. Wreszcie wpadła na właściwe rozwiązanie. Szyfr był prosty. Z każdego akapitu artykułu należało wziąć słowo o numerze odpowiadającym numerowi tego akapitu. To jest: pierwsze słowo z pierwszego, drugie słowo z drugiego, trzecie z trzeciego — i tak dalej.

Choć być może przytoczony fragment tego nie oddaje, akcja jest wartka i pełna nieoczekiwanych zwrotów.

Dodatkową zaletą książki jest mnóstwo ukrytych nawiązań, np. do wydarzeń z Broad Street, które wychwyciłem tylko dzięki znajomości tego filmiku. Nawiązaniem do klasyki polskiego romantyzmu jest zresztą sam tytuł.

W 2016 roku powieść zdobyła Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, a rok później – Główną Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego.

Chciałbym, żeby powstało więcej powieści (lub gier) osadzonych w Świecie Etheru!

Moja ocena: 9/10

Jeśli zainteresowała Cię któraś z tych książek, daj znać!

***

Inne moje teksty o książkach:

Podsumowanie 2018 roku

Przeczytane w styczniu 2019

Zapraszam także na mój fanpage! Oprócz informacji o nowych tekstach planuję udostępniać tam różne ciekawostki wygrzebane w czeluściach Facebooka.

One thought on “Przeczytane w lutym 2019 (PL)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s